WAMA-SPORT Historia - Igrzyska w Atenach (2004) pod krechą – Olsztynianie w tle, tylko Rumszewicz zadowolony

Dla reprezentantów Polski Igrzyska Olimpijskie w Atenach (2004) były bardzo smutne. Zaledwie dziesięć medali, w tym trzy złote, to najgorszy wynik od prawie 40 lat, kiedy to nasz sport wychodził dopiero na prostą po zawierusze wojennej. W Grecji przegraliśmy wiele szans, a jedyna zdobyczą startu było uwidocznienie aktualnego stanu polskiego sportu, który na skutek fatalnej polityki w sferze kultury fizycznej już dawno znalazł się na równi pochyłej, a teraz doznał przyspieszenia.

To co jeszcze kilka lat temu funkcjonowało siłą rozpędu teraz zatraciło impet. Złote medale Otylii Jędrzejczak, Roberta Korzeniowskiego i dwójki dzielnych wioślarzy są tylko wyjątkiem od smutnej prawdy. Do tego dojść musiało, bo w sporcie, przez inne kraje traktowanego jako priorytetowa dziedzina życia, musi istnieć sprawdzony system, kompetencja i odpowiedzialność. U nas niestety jest odwrotnie – ogólny rozgardiasz. , dyletantyzm i załatwianie spraw klubowych kosztem reprezentacji., tak samo jak w polityce i gospodarce.

Bomba wybuchła – to nie ulega wątpliwości. Nadszedł więc czas by wszystko zmienić, a przede wszystkim powołać odpowiedni resort kultury fizycznej. Bo przyklejenie go do oświaty czy kultury nie można nazwać inaczej jak piątym kołem u wozu.

W tym olimpijskich marazmie w przeciętniarstwo wtopiła się szóstka reprezentantów Warmii i Mazur, Nie ukrywajmy. Liczyliśmy przynajmniej na jeden medal, ale obeszliśmy się smakiem. Niepowodzeń nie możemy tłumaczyć pechem, byliśmy dużo słabsi od rywali, co najgorsze, ten dystans z roku na rok się powiększa. Przejdźmy do szczegółów.

Kajakarstwo: Tomasz Mendelski i Adam Seroczyński: Można było oczekiwać na podium czwórki na 1000 m, ale wyścig finałowy okazał się dużym rozczarowaniem. Przedostatnia lokata w stawce potwierdziła duże błędy w przygotowaniach do docelowej imprezy. Dotyczy to zresztą wszystkich reprezentantów Polski w tej dyscyplinie, którzy na finiszu wyraźnie tracili siły i nie potrafili podjąć walki. Wydawało się, że czwórka w ostatniej chwili wzmocniona Adamem Seroczyńskim będzie atutem ekipy. A stało się odwrotnie. Ktoś może powiedzieć, że awans do finałów, czy sama kwalifikację przy coraz wyższym poziomie kajakarstwa na świecie można uznać za osiągnięcie. Jest to jednak podejście minimalistyczne, bo akurat ta dyscyplina uważana była za najbardziej solidną, na która można było liczyć. Bez większego echa przeszedł także start Adama Seroczyńskiego w jedynce na 1000 m. Tu medal wydawał się być mrzonka, ale granica przyzwoitości powinien być awans do finału. Zabrakło ułamków sekundy, ale zabrakło...

Żeglarstwo Monika Bronicka: Zawodniczka AZS UWM Olsztyn uplasowała się na początku trzeciej dziesiątki, a więc w końcu stawki. Występ mizerny, bez błysku, tak jakby wszystkie swe siły i motywacje skupiła na wewnętrznych kwalifikacjach. Fakt, że Bronicka jest jedyna polska żeglarską, która dwukrotnie wzięła udział w Igrzyskach, ale nie można tego gloryfikować, choć na pewno trzeba docenić. W obu regatach nie odegrała większej roli. Gdyby to dotyczyło zawodniczki młodej, ale przecież mrągowianka pływa w reprezentacji już wiele lat, jest stałą uczestniczka mistrzostw świata i Europy, w których stanowi niestety tylko tło dla najlepszych. Brak talentu? Chyba nie. Bronicka zapewne zasklepiła się w taktycznych rozgrywkach, za mało u niej spontaniczności i sportowego ryzyka. I raczej trudno to będzie zmienić.

Wioślarstwo. Start ostatniego z naszych wodniaków Sebastiana Kosiorka z MOSiR Elk można uznać za niezły. Był członkiem polskiej ósemki, która dopiero przeciera światowe szlaki. W konfrontacji z uznanymi osadami biało-czerwoni nie mieli większych szans, ale walczyli ambitnie do końca, nawet w finale pocieszenia. Akurat ten występ olimpijski nie poszedł na marne. Konfrontacja z potentatami powinna wzbudzić w wioślarskiej młodzieży (także w odniesieniu do Kosiorka) poczucie większej pewności. W każdym razie jest to perspektywa na Pekin pod warunkiem dalszej wytrwałej pracy i pewnych korekt w składzie. Oby ambitny ełczanin nie spoczął na laurach i utrzymał miejsce w osadzie, bo wyścigi ósemek są niewątpliwie największa atrakcja wioślarskich regat.

Siatkówka Na polskich siatkarzy po turnieju olimpijskim posypało się wiele gromów, choć miejsce w strefie 5/8 można uznać za przyzwoite. Było lepsze od gry, a przede wszystkim postawy zawodników, do których ma się uzasadnione pretensje za minimalizm. Drużynę ocenia się zazwyczaj jako całość. W naszym przypadku trudno odnieść się jednoznacznie odnieść do dwóch siatkarzy PZU AZS Olsztyn: Michała Bąkiewicza i Pawła Zagumnego. Ten ostatnio, do niedawna jeszcze podstawowy rozgrywający reprezentacji podczas przygotowań do Igrzysk „złapał” kontuzję i ostatecznie trener Stanisław Gościniak postawił na Andrzeja Stelmacha z Częstochowy, którego zna doskonale z pracy klubowej. Paweł grał niewiele, a jeżeli już wchodził to w momentach bardzo trudnych i tez niczego rewelacyjnego nie pokazał. Michał Bąkiewicz był w talii selekcjonera typowym dżokerem, który w chwilach krytycznych miał poderwać kolegów do walki, głównie dzięki atomowym i celnym zagrywkom. Trzeba przyznać, że kilkakrotnie ze swej roli wywiązał się znakomicie, ale na tym jego zadania się kończyły. Na skutek porażek i pogarszającej się atmosfery w drużynie Gościniak dal mu więcej pograć, ale nie na tyle dużo by można się pokusić o ocenę przydatności zawodnika w szóstce. Szkoda, bo to zawodnik bardzo dynamiczny, waleczny, który jakby wszedł w grę mógłby zadomowić się w pierwszym składzie. Myślę, że przyszłość reprezentacyjna przed nim, tym bardziej, że w zespole narodowym zapowiadają się spore zmiany. Pokolenie młodzieżowych mistrzów świata trenera Ireneusza Mazura absolutnie nie spełniło oczekiwań, przyszła pora na następców, a Bąkiewicz do tej grupy należy.

W reprezentacji olimpijskiej znalazło się kilku zawodników, którzy przez wiele lat związani byli z naszym regionem, a teraz występują w innych barwach. Z tego grona wato pochwalić tenisitę stołowego Tomasza Krzeszewskiego (Ostróda), Zarówno w singlu jak i deblu z Lucjanem Błaszczykiem wypadł co najmniej poprawnie. Drogę do strefy medalowej w obu przypadkach zagrodzili mu rywale wybitni, poza zasięgiem „Krzeszy”.

Żeglarze Tomasz Stańczyk i Tomasz Jakubiak zadecydowanie zawiedli plasując się w końcu stawki klasy 470. Niestety ich juniorskie osiągnięcia (kiedy to było...) absolutnie nie przekładają się na wyniki w dorosłych regatach. Być może przeszkadza w tym monopol na miejsce w kadrze, zadowalanie się tylko w konkurencji krajowej.

W turnieju zapaśniczym mieliśmy aż trzech swoich wychowanków: Marka Mikulskiego, Marka Sitnika i Radosława Truszkowskiego. Zarówno oni jak i pozostali przedstawiciele tej dyscypliny w Atenach się skompromitowali. Walczyli fatalnie i szybko pożegnali się z imprezą.

Siatkarz Łukasz Kadziewicz, który jest już zawodnikiem ligi rosyjskiej grał bodaj najmniej z całej ekipy i trudno taki występ podsumować.

Jedynym zadowolonym może czuc się trener Tomasz Rumszewicz bezpośredni szkoleniowiec Mateusza Kusznierewicza. Brązowy medal jest z pewnością jego zasługą. I pomyśleć, że nie dla niego pracy w Olsztynie

Marek Dabkus

Tekst ukazał się w Naszej gazecie WA-MA SPORT (2004)

BLOG COMMENTS POWERED BY DISQUS

The Best United Kingdom Bookmaker Ladbrokes Promo Code website review

Podejmij współpracę z portalem wama-sport, wspieraj nasze idee i buduj sportową przyszłość Warmii i Mazur!

Wspierają nas

Urząd Marszałkowski Województwa Warmińsko-Mazurskiego

Warmińsko-Mazurskie Zrzeszenie Ludowych Zespołów Sportowych

Ośrodek Sportu i Rekreacji Olsztyn