WAMA-SPORT Historia – Głos ma Daniel Dyluś – Teoria spiskowa

Fot. Jan Bartosik

Jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci w światku piłkarskim Warmii i Mazur. Piłkarz bardzo dobry, choć czy znajdzie się taki drugi, który podczas swej kariery zagrał w szesnastu klubach? Strzelał ważne bramki, czasami jednak zarzucano mu, że nie przykłada się do gry. I jak mówili działacze powodem nie była tylko słaba forma. Jaka jest prawda o Danielu Dylusiu, który wreszcie dał się namówić na dłuższa rozmowę.

Jako dyrektor sportowy staczającego się po równi pochyłej Stomilu miał wielu oponentów. W chwili degradacji zespołu z ekstraklasy na niego spadło najwięcej ciężkich zarzutów, głównie ze strony najbardziej fanatycznych kibiców.

Nigdzie nie zagrzał miejsca

Urodziłem się w Nysie, małym miasteczku w województwie opolskim – mówi. Marzyłem o grze w piłkę, dlatego trafiłem do miejscowego klubu, którego aspiracje nie sięgały wyżej niż trzecia liga. Uczyłem się tam sportowego abecadła, choć wiedziałem, że długo miejsca tam nie zagrzeję. Byłem przekonany o swojej wartości, inni tez potwierdzili mój talent, więc w wieku poborowym znalazłem się w Szczytnie, gdzie odbywałem służbę wojskową, a tak naprawdę grałem w piłkę w tamtejszej Gwardii. Pokazałem się chyba z niezłej strony, skoro zespół awansował do drugiej ligi, a ja otrzymałem wiele propozycji występów w znacznie bardziej renomowanych zespołach. Przez kilka tygodni jeździłem na sprawdziany, przyglądałem się wielkiej piłce. Wybrałem Zagłębie Lubin, gdzie dyrektorem był wówczas Alojzy Jarguz. Przekonał mnie swoimi argumentami i konkretnym postawieniem sprawy. Uważam do dziś, że postąpiłem słusznie, bo w Lubinie nabrałem ogłady i stałem się profesjonalnym piłkarzem. Spędziłem tam pięć sezonów, chyba najważniejszych, bo wtedy kształtowała się moja sportowa osobowość. Poznawałem inny świat. Starałem się chłonąć tę wiedzę piłkarską i życiową. Wiedziałem, że przychodzi mój czas, który zadecyduje o przyszłości.

W Zagłębiu czułem się dobrze, ale siedziała we mnie natura podróżnika. Potrzebowałem zmian. Dlatego m. in. przeniosłem się na dwa lata do drugoligowej Miedzi Legnica, a którą zdobyłem Puchar Polski i omal nie awansowałem do ekstraklasy. Przegraliśmy wówczas w barażach, a na osłodę pozostała mi korona króla strzelców.

Jeszcze dwa sezony grałem w Lubinie, kiedy nieoczekiwanie przyszła propozycja z Miliardera Pniewy, który powstał tak szybko, jak później zniknął. Ale w krótkim okresie działalności był to krezus polskiego futbolu. W każdym razie oferta finansowa była nie do odrzucenia. Po mniej więcej dwóch latach podczas meczu Miliardera z warszawska Legią wypatrzyli obie wysłannicy francuskiego Valenciennes. Rozmowy znalazły szybki finał i po raz pierwszy zagrałem w zagranicznym klubie. Niestety nie była to ekstraklasa, jak sobie wymarzyłem, bowiem mój nowy klub został zdegradowany do trzeciej ligi za pamiętna aferę łapówkarską z Olympique Marsylia. We Francji byłem tylko rok, bo mój pracodawca po wspomnianych kłopotach nie był w stanie utrzymać zawodników.

Wróciłem więc do kraju i zakotwiczyłem na Warmii i Mazurach. Grałem w Stomilu, Jezioraku Iława, aż nadeszła ciekawa oferta z Finlandii. Ze Skandynawii za sprawą Włodzimierza Lubańskiego, który w tym czasie interesował się moja osobą, trafiłem do jednego z belgijskich klubów.

To też nie trwało długo, po powrocie do Polski na krótko związałem się z Mławianką, która miała aspiracje awansu do drugiej ligi. Kierownictwo klubu przeliczyło się jednak z zamiarami, więc skorzystałem z propozycji prezesa GKS Katowice Mariana Dziurowicza. „Gieksa” spadła z ekstraklasy i miałem pomóc drużynie w ponownym awansie do elity. Udało się i chyba miałem w tym sukcesie swój udział. I był to mój ostatni zawodowy epizod jako piłkarza.

Wróciłem na Warmię i Mazury, gdzie w Stomilu zaproponowano mi funkcje dyrektora sportowego I-ligowej drużyny. Po spadku usunąłem się w cień, aż prezes OKP Alojzy Jarguz poprosił bym został trenerem świeżo założonego, występującego w czwartej lidze zespołu. I tak jest do dziś, z tym, że będąc szkoleniowcem wspomogłem też swych podopiecznych na boisku, ale była to wyjątkowa sytuacja. Kontuzje i kartki pokrzyżowały nam szyki pod koniec minionego sezonu.

dy3

Inwestowanie w siebie

Ta moja błyskawiczna podróż po moim życiorysie może niektórych zdziwić, ale świadomie nie przywiązywałem się do żadnego klubu. Na swoja karierę zawsze patrzyłem przez pryzmat piłkarza zawodowego. Gra się tam, gdzie sponsorzy i zespół potrzebuje zawodnika. Może brzmi to cynicznie, ale lata zmieniły status sportowca. Albo ktoś się bawi w piłkę amatorską, albo szuka dla siebie takiego miejsca, które przyniesie mu najwięcej korzyści sportowych i finansowych. Wszędzie, gdzie byłem ,starałem się grać jak najlepiej, a to, ze zaliczyłem szesnaście czy nawet więcej klubów wynika też ze świadomego wyboru. Przy okazji uprawiania sportu na wysokim poziomie, marzyłem by odwiedzić wiele krajów, bo podróże, nawiązywanie nowych znajomości wynikało z mojej potrzeby. Ja tak żyć po prostu chciałem.

Na początku kariery dużo inwestowałem w siebie, może nie dosłownie, ale starałem się wykorzystać do edukacji piłkarskiej każdą chwile, widząc, że to mi się na pewno przyda. Tak było w Zagłębiu Lubin, gdzie chciałem się pokazać, strzelałem bramki. Rosła moja cena i zainteresowanie mną jako piłkarzem. To się w efekcie opłaciło. Nie było sezonu, bym nie miał przynajmniej kilku propozycji. Najwięcej satysfakcji przyniosła mi ponowna oferta z Finlandii, kiedy trener, z którym pracowałem wcześniej widział mnie w drużynie mistrza kraju, sposobiącego się do eliminacji w Lidze Mistrzów. I choć bardzo chciałem tam zagrać na przeszkodzie stanęła kontuzja.

Dlaczego nie grałem w reprezentacji? Znałem swoją wartość, ale tez twardo chodziłem po ziemi. Nie miałem wybujałych ambicji. Był taki moment, gdy mogłem ubrać biało-czerwony strój. Po rundzie jesiennej gry w Zagłębiu Lubin byłem wiceliderem strzelców naszej ekstraklasy i ówczesny selekcjoner Andrzej Strejlau powołał mnie do drużyny narodowej, która miała zimą wyjechać na zgrupowanie do ciepłych krajów. Traf chciał, że w tym samym czasie reprezentacja olimpijska Janusza Wójcika zdobyła srebrny medal w Barcelonie i PZPN tę właśnie ekipę, zamiast wcześniej ustalonej, postanowił wysłać na wspomnianą eskapadę. Na pewno pozostała nutka żalu.

Cóż, tak się zdarza i z perspektywy czasu patrze na to zupełnie inaczej. Wydaje mi się, że w mojej karierze nie zaniedbałem niczego i osiągnąłem tyle, na ile było mnie stać.

Czas na Stomil i Jeziorak

Grając i pracując w klubach naszego regionu spadło na mnie wiele zarzutów i oskarżeń. Trudno bronić się przed stekiem pomówień. Długo milczałem, przeżywałem to w sobie. Przecież to nie moja wina, że Jeziorak nie awansował do ekstraklasy. Nie ja doprowadziłem do ruiny drużyny Stomilu. W tych klubach stawiałem sprawę jasno, nie knułem ani przed szatniami, ani gabinetami, nie spodobało się to intrygantom, którym tak naprawdę zależało tylko na ratowaniu własnej skóry.

W Iławie kiedy zespół znajdował się w czołówce II ligi, a nie szły za tym podpisane w kontraktach wynagrodzenia powiedziałem działaczom, że nie lubię dziadostwa i półśrodków. Interweniowali u mnie w tej sprawie inni piłkarze, a ponieważ byłem kapitanem drużyny broniłem interesów wszystkich. Prawda w oczy ubodła prezesów i musieliśmy się rozstać.

W Stomilu zostałem dyrektorem sportowym w momencie, gdy zespół był już na równi pochyłej i zgodnie z prawami fizyki staczał się ruchem jednostajnie przyspieszonym. Nie było już entuzjazmu i zapału jak w okresie awansu i pierwszego roku grania. Zmieniła się ekipa. A zespole dominowała armia zaciężna, zostało niewielu autentycznych olsztynian. Przyjrzałem się dokładnie tej drużynie. Moim zdaniem wymagała „przewietrzenia”, bo niektórzy zawodnicy prowadzili tzw. podwójną grę. Niby walczyli dla tego klubu, ale z drugiej strony nie widać było z ich strony determinacji.

Doszło więc do niesnasek, które spotęgowały się w momencie podpisywania kontraktów. Kilku zawodników zdając sobie sprawę, że jako dyrektor sportowy mam wpływ na politykę kadrową jasno powiedziało, że jeśli zawrą dobre umowy z klubem na pewno będą pamiętać o mnie i odpowiednio się zrewanżują. Tylko ja postawiłem sprawę jasno. Stwierdziłem jednoznacznie, że dziś stoję po drugiej stronie muru i staram się przede wszystkim bronic interesów klubu i na pewno nie wejdę z zawodnikami w żadne układy.

Po tym oświadczeniu ci najbardziej zainteresowani uznali mnie za wroga numer jeden i rozpoczęli perfidną kampanię. Chodziło o to by skompromitować mnie w oczach wszystkich: zarządu, kibiców i przedstawicieli mediów. To miała być podstawa do wyrzucenia mnie z klubu.

O dziwo. Część dziennikarzy skumana z niektórymi zawodnikami kupiła te sensacyjne, aczkolwiek nie mające nic wspólnego z prawdą informacje w ciemno.

W ten oto sposób zostałem złodziejem, aferzystą, głównym winowajcą stomilowskiej ruiny. Tymczasem w klubie pojawiały się kontrole NIK-u, Urzędu Skarbowego, była tez inspekcja prezydencka, dokumenty badała komisja rewizyjna. Co do mojej osoby nie znaleziono żadnych uchybień, a zarząd nie miał zastrzeżeń do pracy ściśle merytorycznej. Wśród działaczy klubów pierwszoligowych miałem opinie dobrego fachowca.

Chciałbym teraz zapytać, gdzie są piłkarze, którzy tę nagonkę wywołali. Na próżno ich szukać w składach pierwszoligowych drużyn, ba w większości nie graja nawet w II lidze. Chyba więc słusznie oceniłem ich wartość.

Ostatnie mecze były dla mnie koszmarem. Widząc jak mnie traktują napuszczeni przez zawodników kibice musiałem stworzyć sobie psychiczna barierę, musiałem też chronić rodzinę. Nie było to łatwe, ale tej izolacji nauczyłem się, grając przez wiele lat w piłkę. Wtedy tez koncentrowałem się tylko na boiskowej grze, tłumiłem w sobie odgłosy z trybun. Sama jednak sytuacja, jak spotkała mnie w Stomilu, była nie do przyjęcia, trudna do przeżycia. Na szczęście miałem cały czas wsparcie w zarządzie i prezesie Piotrze Wieczorku, który mimo ogromnej presji zdania o mnie nie zmienił, za co mu do dziś jestem wdzięczny.

dy2

Zawsze przy piłce

Zostałem trenerem IV-ligowego OKP Warmia i Mazury. Broniłem się przed tym rękami i nogami. Po prostu potrzebowałem czasu by po kilkunastu latach gry na najwyższym poziomie i przeżyciach w Stomilu popatrzeć na to wszystko z boku. Ale prezesowi Jarguzowi się nie odmawia.

Z perspektywy prawie roku pracy nie żałuje decyzji, choć prowadzenie akurat tej drużyny nie jest łatwe. To są młodzi ludzie, na pewno dobrze wyszkoleni, którzy przeszli właściwą piłkarska edukację w Stomilu. Brak im jednak odpowiedniej mentalności, właściwego podejścia do meczów. I nawet trudno ich za to ganić. Jako młodzi zawodnicy, grając w drużynie rezerw, występowali u boku pierwszoligowców i nie spadał na nich ciężar odpowiedzialności za wynik. Tego się trzeba nauczyć, odpowiednia gra pod presją oczekiwań potrzebuje czasu.

Drużyna oprócz codziennej ciężkiej pracy wymaga wzmocnień na razie zawodnikami z regionu, bo takie są możliwości finansowe. To powinno przynieść efekt i pierwszym poważnym celem jest awans do trzeciej ligi.

Trener to zawód osobliwy, bowiem jest się już zwolnionym w momencie zatrudnienia. Wystarczy wpisać tylko odpowiednią datę do wypowiedzenia. I ja zdaję sobie z tego sprawę. Nie wiążę z tą profesją swej przyszłości. Nie ma już u mnie dawnej duszy podróżnika. Chcę spokoju, stabilizacji. Z racji, o której wspomniałem zawód szkoleniowca traktuje przejściowo. Potem chcę służyć radą, ale występując w innej roli. Myślę, że wykorzystując swoje doświadczenia z krajowej i zagranicznej piłki mam wiele do przekazania. Pragnę zostać przy futbolu bo to narkotyk, chce więc spróbować, ale to temat na inna rozmowę. Obiecuję, że gdy przyjdzie na to odpowiedni czas podzielę się z panem swoimi planami.

Wysłuchał Marek Dabkus

Fot. Jan Bartosik

Tekst ukazał się w papierowym wydania WAMA-SPORT (grudzień 2003)

BLOG COMMENTS POWERED BY DISQUS

The Best United Kingdom Bookmaker Ladbrokes Promo Code website review

Podejmij współpracę z portalem wama-sport, wspieraj nasze idee i buduj sportową przyszłość Warmii i Mazur!

Wspierają nas

Urząd Marszałkowski Województwa Warmińsko-Mazurskiego

Warmińsko-Mazurskie Zrzeszenie Ludowych Zespołów Sportowych

Ośrodek Sportu i Rekreacji Olsztyn